kwitnące drzewa
komunijne sukienki
bielą się w sadzie
żółte forsycje
proboszcz wyjmuje z szafy
letnią sutannę
wiejski wychodek -
narożny słupek wypuszcza
wierzbowe listki
deszczowy dzień
nie ujrzy dziś słońca
zmoknięta jętka
nagła wichura
pranie na sznurze
znowu do prania
słońce już zaszło
jestem teraz całkiem sam
na dzikiej plaży
paszport w kieszeni
zapalam wielki znicz
na grobie ojca
słońce w kałużach
na placu zabaw leżą
marchew i miotła
u lekarza
na monitorze
buzia córeczki
świt na polanie
zdmuchuję rosę
z dubeltówki
po świniobiciu
znów przeraźliwy krzyk
z sypialni syna